Dziewczyna, która miała misję i ją wypełniła…

Gdy dowiadujemy się, że zachorowaliśmy na nowotwór lub inną poważną chorobę, prędzej czy później zaczynamy do siebie dopuszczać możliwość, że jednak umrzemy. (Tak jakbyśmy przed zachorowaniem byli nieśmiertelni i po wyzdrowieniu, też wrócimy do tej nieśmiertelności). Zadajemy sobie wtedy pytania: Czy istnieje życie po śmierci? Jak wygląda życie po śmierci? Co mnie tam spotka? To oczywiście jak najbardziej ciekawe zagadnienia. Myślę jednak, że jest jedno pytanie pilniejsze. Czy mam życie przed śmiercią? Czy żyję tu i teraz? Czy tylko czekam na śmierć lub wyzdrowienie i dopiero wtedy zacznę żyć – szczęśliwym życiem wiecznym lub nowym życiem doczesnym, oczywiscie lepszym niż kiedykolwiek. (Bo zwykle mamy plany na życie „za magiczną granicą”: czego to ja nie zrobię jak tylko schudnę/ dostanę awans/ wyprowadzę się z mieszkania do domu z ogródkiem/ będę miała dziecko/ wyzdrowieję…) A czy szanujemy to co mamy teraz?

Gdy nagle zachorujemy odczuwamy niesamowity żal, że straciliśmy nasze dawne życie. Nagle doceniamy naszą dobrą starą prozę życia, na którą tak bardzo jeszcze niedawno narzekaliśmy (oczywiście często nie pamiętamy, że narzekaliśmy) i najczęściej jedynie czego chcemy, to tego by wrócić do tego co było. Jak to podsumowuje przysłowie: „Docenia się wodę dopiero gdy studnia jest sucha”. Ale warto pamiętać, że my już nie wrócimy do starego życia. Nawet jeśli wyzdrowiejemy, to będziemy „nowi my”, w nowej rzeczywistości. I dobrze. Jeszcze lepiej jeśli „nowi my” będziemy „mądrzejsi” i nauczymy się tworzyć „lepszą” rzeczywistość. Cudownie jeśli doznamy czegoś co psychologowie nazywają „wzrostem potraumatycznym”. (Doznamy czy raczej musimy to wypracować?)

Dzieciom mówimy: dosteniesz deser dopiero jak zjesz obiad. Ale sami to już nie bardzo… Nie będę jadł brukselki, bo jest niedobra, zamknę oczy, udam, że mnie nie ma i poczekam na wielki kawał czekoladowego tortu. Bo inni to muszą brać to co im przyniesie los, ale ja… Mi się należy lepsze traktowanie…

Codziennie kilkanaście osób dowiadouje się, że ma nowotwór. Czy kiedykolwiek położyliśmy się wieczorem z myślą: czym sobie zasłużyłam/łem na to, że dziś kładę się spać zdrowa/y? Raczej nie. Ale jak tylko znajdziemy się po drugiej stronie, to zalewa nas żal do nas samych, albo jeszcze gorzej – do całego świata. Jak to mogło nas spotkać? Jakby ten żal dawał nam coś pożytecznego. Daje nam jedynie osłonę przed konfrontacją z faktami, które mówią jasno, że życie nie zawsze idzie tak jak to sobie zaplanowaliśmy, a my jesteśmy istotami ulotnymi. Przed zachorowaniem tak było, jest tak w trakcie choroby i po wyzdrowieniu nadal tak będzie.

Zatem jeśli jesteśmy chorzy to co dalej? Nie chcę tu podejmować dyskusji czy w obliczu poważnej choroby długość życia czy jego jakość ma większe znaczenie, bo to każdy już musi ocenić indywidualnie. Oczywiście cudownie byłoby mieć długie i spełnione życie, ale nie zawsze jest to możliwe. Myślę, że warto się jednak postarać lub przynajmniej zastanowić się, co możemy zrobić tu i teraz, w okolicznościach w jakich jesteśmy, by nasze życie było dłuższe i pełniejsze…

Daruję tu sobie i Wam pisanie truizmów typu nie pal, nie pij alkoholu, jedz zdrowo, badaj się i ciesz się życiem… O tym już pisałam i jako nudziara, pewnie jeszcze będę pisać i w dodatku to tak oczywiste, że aż jest obraźliwe powtarzanie tego w nieskończoność. Chciałbym natomiast przedstawić Wam młodą kobietę, która już jako mała dziewczynka poczuła, że ma misję i mimo przeciwności losu, w swoim krótkim życiu, dała radę ją zrealizować. Pomogła wielu osobom docenić to co mają. Wiele osób zmotywowała i zainspirowała do refleksji i zmian w sposobie myślenia i funkcjonowania. Niestety już nie żyje… Umarła w chwili gdy dostała szansę by wyzdrowieć. Zmarła tydzień po długo wyczekiwanym przeszczepie płuc. Niesprawiedliwość? Zwyczajne życie. Tak często jest, że „wybrańcy bogów umierają wcześnie”. Jednak jej misja nie umarła wraz z jej ciałem. Jej kanał na YouTubie pozostał i nadal pojawiają się na nim nowe materiały. Warto więc co jakiś czas, choćby kilku osobom przypominać o tym kim była i co robiła…

Z niemałym wzruszeniem, przedstawiam Wam przesympatyczną Claire Wineland.

Polecam zacząć od filmu Poznaj Claire, poszukiwanie piękna w smutku.

Potem warto zajrzeć na kanał Claire Wineland na YouTube i obejrzeć wszystkie jej filmy 🙂 Dużo motywacji, inspiracji i ukojenia.

Życzę wam miłego oglądania i wielu dobrych przemyśleń 🙂

P.S. Post został zainspirowany: postawą Therapeutic Mama, która olśniła mnie, że warto być prawdziwym, a nie tylko poprawnym politycznie; ksiażką „Przebudzenie”; ideą mindfulness; holistycznym podejściem do leczenia i wieloma innymi rzeczami, o których już napisałam lub napiszę predzej czy później. 😉

Na chemii, po chemii i w życiu…

Lubię wierzyć, że rzeczy nie dzieją się zupełnie przypadkiem. Lubię obserwować ciągi zdarzeń, zwłaszcza gdy są dobre. Jakiś czas temu przyjaciółka przysłała mi artykuł o tym, że za dużo mówi się o porażkach w leczeniu nowotworów, a za mało o sukcesach. Pomyślałam, że to prawda i trzeba o tym mówić głośniej. Po przeczytaniu artykułu „Kaśka wciąż żyje choć umarła dla lekarzy i znajomych” coś mnie tknęło i zaczęłam przeglądać YouTube w poszukiwaniu ciekawych kanałów pacjentów onkologicznych. Wtedy trafiłam na kanał „Na chemii” no i się zakochałam. Nie wiem czy to dobre sformułowanie w tym kontekście, ale naprawdę poczułam absolutne braterstwo dusz z autorką vlogów.  (Muszę też przyznać, że uważam, że Sylwia jest piękną kobietą i ani rak ani operacja nie zabrały jej kobiecości, a nawet jej kobiecość podkreśliły.) Obejrzałam wszystkie filmy. Zajęło mi to sporo czasu, bo Sylwia stworzyła tego sporo, ale nie był to czas zmarnowany. Wręcz przeciwnie -uwielbiam ten kanał. 🙂 Pod 99% jej filmów mogę się podpisać obiema łapkami (nie mogę jedynie pod tymi o makijażach, bo na tym totalnie się nie znam i prawie się nie maluje :P). Zostałam patronką jej kanału i jestem z tego dumna, bo moim zdaniem jest ona głosem rozsądku i jednocześnie pozytywnego nastawienia, ale w takiej prawdziwej wersji, bo z elementami gorzko kwaśnymi. Polecam jej kanał każdemu kto musi, bądź chce poznać onkologiczny świat zarówno do strony pacjenta jak i pracownika służby zdrowia, a teraz i działacza na rzecz dobra pacjenta onkologicznego. Kibicuje Ci Sylwio z całego serca, Oby tak dalej. 🙂

P.S. Sylwia oczywiście nie prosiła mnie o ten wpis, nie wie nawet, że go piszę. Mam nawet nadzieję, że się nie obrazi, bo nie pytałam jej o zdanie ani czy mogę użyć zdjęcia :P, ale jakbym zrobiła coś nie tak, to przepraszam i w razie czego to co będzie trzeba usunę.

Jeśli znacie jeszcze jakieś ciekawe kanały o takiej tematyce podajcie proszę linki w komentarzach. Będę bardzo wdzięczna za inspiracje.