Nadzieja jest bardzo ważna.

Historia z życia i refleksja na pochmurne popołudnie.
(Dane osób zmienione.)

Nadzieja na wyzdrowienie – to dla chorego jest zwykle najważniejsza nadzieja i każda inna wydaje się przy tej błacha i nieistotana.

Praca z nadzieją jest jedną z podstawowych motywów pracy psychoonkologa. Nie chodzi o tworzenie złudnych nadziei, tylko o szukanie nadzei tam, gdzie będąc w kryzysie trudno ją dostrzec. Zawsze bowiem można mieć na coś nadzieję: na wyzdrowienie, na dłuższe życie, na pełne życie, na szczęśliwe życie, na życie bez bólu, na spełnienie choć kilku marzeń, na dokończenie spraw, na naprawienie błedów, na wybaczenie i pogodzenei się z kimś, na spokojną śmierć…

Wielu z nas to rozumie, inni są trochę jak dzieci: „Chcę wyzdrowieć! TERAZ, Nie mogę tak szybko? Może wcale się nie udać? To NIC nie chcę! I się obrażę i będę obrażony, aż do śmierci… I to WASZA wina i BOGA. A jak chcecie, żebym wyzdrowiał, to Wasz problem i JA wam w tym nie pomogę, bo już nie chcę ani WAS ani NICZEGO!”

Zadzwoniła do mnie kiedyś zrozpaczona żona. Jej mąż chory na nowotwór (rokowanie dobre!) wyprowadził się z domu, zostawiając ją z dziećmi. Wyprowadził się do mamy i tam od kilku miesięcy, będąc pod jej opieką wyłącznie leczy się i gra w gry na konsoli. Nie chce nawet z nikim rozmawiać.

Na pierwszy rzut oka: Mężczyzna załamał się, no ale czy choroba zwalnia go z odpowiedzialności jaką ma za innych?
Nie wiem nadal nic, bo nie mogę oceniać sytuacji „na pierwszy rzut oka”.
Sprawa jest dla mnie bardzo skomplikowana i miałabym mnóstwo pytań, jednak Pani nie zdecydowała się na spotkanie. Potrzebowała chyba porady „instant”, której w takiej sytuacji nie potrafiłam udzielić, bo w głowie kłębiło mi się tak wiele pytań i wątków, że nawet jedna sesja byłaby za mało. Może Pani mi nie zufała? Może szkoda było jej na to pieniędzy?

Myślę, że jednak zabrakło tam też i nadziei. On może nie wierzył w wyleczenie, poddał się i uciekł. Jej zabrakło nadziei na poprawę sytuacji. A ja tą nadzieję miałam – dla nich obojga. Miałam też sposoby/narzędzia/możliwości, by ich wesprzeć.

Naprawdę, jakoś strasznie mi smutno, gdy czuję, że mogę pomóc, a nie mogę… (Tak, to już prywata i moja NADZIEJA na przyszłość i większą otwartość osób na psychoonkologa.)

Wracając jeszcze do nadzi.

Co to za nadzieja na spokojną śmierć? Przecież to beznadzieja… A jednak śmierć dotyczy każdego z nas. Mając raka jesteśmy śmiertelni, nie mając raka też jesteśmy śmiertelni i po wyzdrowieniu z raka nadal będziemy/jesteśmy śmiertelni….
Często jednak osoby traktują wyzdrowienie jak bilet do nieśmiertelności. Teraz mając raka mogę umrzeć, ale zdrowy będę bezpieczny.
Jakże często slyszę: „Muszę wyzdrowieć. Po wyzdrowieniu wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie inaczej.”
Nie, nie będzie. (A już na pewno nie WSZ\YSTKO.) To jest właśnie złudna nadzieja i czesto jest powodem wielu rozczarowań. Przychodzi bowiem zdrowie i nagle szok. Pozostał przecież lęk o nawrót choroby, trzeba wrócić do prozy życia, famfary i gratulacje z bycia „ozdrowieńcem” szybko się kończą, a zaczynają się oczekiwania, wymagania i roztrzeskujemy się o skałę rzeczywistości. Rzeczywistość po chorobie serwuje bowiem nam:

  • Niedowierzanie. „Ale to na pewno już??
  • Depresja. Zeszło napięcie i mobilizacja i dopada nas niemoc z siłą większą niż kiedykolwiek.
  • Strach. „Nie chronią mnie już leki. Nie ogląda mnie lekarz już tak często. A jak bez kontroli rak wróci?”
  • Poczucie wyobcowania. Leczenie trwało kilka miesięcy czy lat. W tym czasie świat poszedł do przodu, a my żyliśmy w innym świecie i teraz nagle mamy znów wsiąść do pędzącego pociągu, kiedy nadal jesteśmy „inni”…
  • Poczucie winy. Dlaczego innym się jeszcze nie udało? Dlaczego inni umarli?
  • Presją. Jestem „ozdrowieńcem” dostałem „drugie życie”, tyle się teraz odemnie oczekuje. Czy nie zmarnuje tej szansy? Czy nie zawiodę siebie i innych?
  • Radość i euforia. Mogą przyjść dopiero potem. Mogą pojawić się na początku, ale szybko przeminąć, a mogą nie pojawić się wcale…

Wbrew pozorom bycie „uzdrowionym” wcale nie jest proste.
Dlatego na tym etapie także nie wahajcie się skorzystać ze wsparcia psychologa/psychoonkologa. (tak to jest link – autopromocja i wcale się nie wstydzę, bo warto :)) Rozmawiajcie z bliskimi. Mówcie o odczuciach i trudnościach. Układajcie sobie życie powoli, spokjnie i mądrze. Dbajcie o solidne podstawy, bo zamki z piasku szybko się rozsypią.

Czekam na z Wasze komentarze. Do poczytania wkrótce i zapraszam do obejrzenia filmów 🙂

Apel. Szydełkowe motylki dla osieroconych rodziców.

Apel o szydełkowe motylki!

Już wyjaśniam.
Ostatnio coraz częściej pracuję z kobietami/parami po stracie dziecka w ciąży. W związku z tym intensywnie poszukuję sposobów, by jak najlepiej i jak najpełniej wspierać osieroconych rodziców.
Niedawno natrafiłam na artykuł, w którym kobieta opisywała, jak straciła dziecko będąc za granicą. Tam na oddziale, po zabiegu otrzymała dwa szydełkowe motylki. Napisała, że mały motylek bardzo wiele dla niej znaczył i długo miała go zawsze przy sobie. Teraz czuje się już pogodzona ze stratą, choć nadal kocha swoje nienarodzone dziecko i o nim pamięta, a motylka trzyma schowanego w szufladzie.

Przemyślałam temat i pomysł z motylkami wydaje mi się bardzo trafiony. Oczywiście nie dla każdej kobiety, ale wielu kobietom/rodzicom takie motylki mogą pomóc łagodniej przjeść przez żałobę.

Gdy kogoś tracimy, zwłaszcza nagle, często potrzebujemy mieć przez jakiś czas przy sobie jego/jej rzecz. To taki obiekt będący symbolicznie tą osobą. Pomaga nam on oswoić się ze stratą i nieco ponownie zmaterializować tą osobę. Poczuć ją i być blisko. Możemy do tego przedmiotu mówić, płakać, krzyczeć z rozpaczy, przytulać, ściskać, trzymać pod poduszką, w kieszeni, w torebce… Pomaga nam to poczuć się lepiej i przejść przez żałobę, a w pewnym momencie zauważamy, że tego przedmiotu potrzebujemy coraz mniej, a potem już wcale lub tylko czasem.

Mamy dzieci, które odeszły będąc w brzuchu, często nie zdążyły jeszcze nic kupić/dostać dla dziecka lub rzeczy, które mają wydają się im bezduszne. Ręcznie zrobiony z miłóścią i podarowany z troską motylek może być właśnie takim symbolem dziecka.

Motylek symbolizujący rodzica można włożyć do trumienki/grobu. Pomoże to rodzicom, którzy (choć wiedzą, że to nieracjonalne), boją, się że zmarłe dziecko czuje się opuszczone i tam gdzieś boi się być samo. Mają z tego powodu ogromne poczucie winy. Motylek (oni) na symbolicznym poziomie będzie z dzieckiem i otoczy je rodzicielską miłością.

Motylka „rodzica” można też położyć koło inkubatora, gdy nie możemy być często z naszym przedwcześnie narodzonym dzieckiem walczącym o życie. A małego motylka, mama może mieć przy sobie i go przytulać i przez motylka może wysyłać miłość, kórą symbolicznie otrzymuje dziecko, leżace w inkubatorze z dala od ciepła ciała mamy.

Myślę, że jest jeszcze wiele okoliczności, w których taki motylek – symbol dziecka czy rodzica może być pomocny.

Oczywiście nie będzie to odpowiadało wszystkim kobietom/rodzicowm i nie twierdze, że ma to zastosowanie dla każdej rodziny i sytuacji, ale dla wielu tak.

Pomyślałam także, że motylki mogą być tworzone i podarowane z miłością, troską, sercem i zaangażowaniem. Nasycone dobrą, wspierającą energią kobiet, dla innych kobiet. Przecież jest między nami cudowna więź łacząca nas kobiety, szczególnie w trudnych chwilach i w momentach troski o dzieci.
Do motylków można nawet dodać karteczkę czy list. Taki list bez pustych frazesów i raniących pocieszeń, a pełen głebokiej troski i wsparcia.
„Nie znam Cię droga Mamo/Kobieto i nie mogę Ci pomóc w tym bolesnym momencie, ale zrobiłam dla Ciebie te motylki z miłością i chciałabym, by przyniosły Ci, choć odrobinę ulgi…” Inna Kobieta/Mama

Oczywiście to tylko taki przykład wiadomości…

Nie potrafię szydełkować, ale postram się kiedyś nauczyć, by też zrobić takie motylki. Na razie mam prośbę do Was, kochane kobiety (a może i mężczyźni), które/którzy potraficie tworzyć takie cuda. Czy któraś z Was albo waszych znajomych chciałaby zrobić takie pary motylków i przesłać je do mnie, bym mogła je dawać mamom/parom po stracie? (Pary: Motylek Dziecko i Motylek Rodzic) Nie ukrywam, że marzy mi się, by były to piękne motylki, które pocieszą serce i ucieszą oczy…

Mogę na Was liczyć w tej sprawie? Proszę…

Osoby, które chciałby zrobić i przysłać motylki, proszę o kontakt w komentarzu (odpiszę w prywatnej wiadomości i podam adres do wysyłki) lub na maila:
mamapsychoonkolog@gmail.com

Podsumowanie 2019 cz.1

Początek roku to dobry czas na plany, ale i na podsumowania poprzedniego roku (jeśli ktoś, tak jak ja nie zdążył przed Sywestrem :P)

To już drugie podsumowanie (poprzenie – na rok 2018 wyszło dość obszernie: część 1 i część 2). W tym roku mogę się też „rozliczać” ze spisanych na blogu zeszłorocznych postanowień na 2019r.

To był dobry rok. Przede wszystkim w życiu prywatnym, ale zawodowo też mam powody do radości i zadowolenia 🙂

  1. Przede wszystkim nadal istnieje projekt MamaPsychoonkolog i systematycznie się rozwija.
  2. Blog mamapsychoonkolog. Nadal jest pisany 🙂 Udało mi się wrócić mimo kilkumiesięcznej przerwy spowodowanej niemocą pisarską i koncentracją na Facebooku. Opublikowanch zostało 36 nowych postów, w tym sporo wpisów godnych uwagi (tak nieskromnie mówiąc). Zachęcam Was do scrollowanie w dół i przejrzenia archiwum bloga.
    Zmieniła się też szata graficzna – nowa wydaje mi się bardziej przejrzysta, stare wpisy są stopniowo poprawiane, pojawiła się nowa strona z nagrywanymi przeze mnie filmami i opisem tego czym się zajmuję. Jest też „aż” 29 subskrybentów 😛 Oczywiście w 2020 czeka mnie dużo kolejnych poprawek i pracy nad blogiem.
  3. Strona na Facebooku. Nieśmiałe kroki poczyniłam pod koniec 2018r, ale tak naprawdę porządnie zabrałam się za pracę od początku 2019. Przyznam się Wam, że marzyło mi się 500 osób obserujących na koniec 2019 i uważałam, że to bardzo wiele, jak na stronę o tak niszowej treści. A tu wielka niespodzianka. Rok 2019 zakończyłam mając 2291 osób obserujących stronę. Dziękuję Wam bardzo za docenienie mojej pracy. Muszę Wam powiedzieć, że włożyłam w to bardzo wiele wysiłku i naprawdę uważam, że to była dobra robota. Moim zdaniem strona jest ciekawa i można tam znaleźć dużo przydatnych informacji oraz inspiracji.
    Zapraszam Was do scrollowania w dół także strony Mamapsychoonkolog na Facebooku i siegania do archiwum. Mnóstwo wpisów, które się tam pojawiło wcale nie straciło na aktualności. Jestem przekonana, że przeglądając całość znajdziecie dla siebie wiele ciekawych informacji i inspiracji.
    Na co mam nadzieję na koniec 2020? Aby strona rozwijała się jak do tej pory i było nas 5 tys osób na koniec 2020, choć może to być nierealne, bo w nowym roku dojdzie sporo nowych czasochłonnych i energochłonnych projektów i może zabraknąć sił i czasu na pielęgnowanie strony.
  4. YouTube. Szczerze myślałam, że w zeszłym roku się nie przełamię. Prze wiele miesięcy mnóstwo znajomych mówiło mi, że warto zacząć nagrywać filmy, bo tak można przkazać dużo treści i dotrzeć do wielu nowych osób, które inaczej nigdy nie dowiedzą się o tym, że można uzyskać wsparcie w chorobie, w leczeniu bólu czy po poronieniu. No i w końcu się przełamałam. Zapraszam na mój raczkujący kanał: Maria Tarczyńska mamapsychookolog. Ten rok kończę z 12 filmami i 12 subskrybentami, w tym większość to moja rodzina 😛
    Jednak nie będę się poddawać, bo wierzę, że tworzenie filmów, które (mam nadzieję), w jakiś sposób Wam pomogą czy Was zainspirują oraz nagrywanie filmów z odpowiedziami na Wasze pytania, będzie jednym z głównych celów tego roku.
  5. Instagram. To na razie zupełnie mi nieznany obszar. Ruszę go w tym roku i postaram się opanować choć podstawowe regóły. Na razie trzeba będzie przekształcić prywatne konto w firmowe lub założyć konto projektu mamapsychoonkolog. Mam na koniec 2019 r 219 obserujących 😛

6. Dokształcanie.
a) W kwietniu zeszłego roku rozpoczęłam obszerne szkolenie z zakresu elementów interwencji kryzysowej i coachingu czyli z coachingu kryzysowego w Instytucie Pozytywnej Terapii Kryzysu (wtedy to była Akademia Coachingu Kryzysowego). Ogólnie mówiąc coaching kryzysowy jest narzędziem, które ma pomagać wyjść z kryzysu, ale i ma pomóc uzyskać wzrost pokryzysowy. Nie wiem jak sprawdzi się coaching w kontekście wspomagania osób chorych, ale psychologia kryzysu na pewno jest tematem, który warto zgłębiać będąc psychoonkologiem. Szkolenie jest połączeniem pracy z e-learningiem i zjazdami stacjonarnymi. Czeka mnie kilka egaminów cząstkowych i jeden główny oraz zrobienie studium przypadku.
b) W październiku chciałam rozpocząć dodatkową podyplomówkę z zakresu psychoonkologii, ale jej nie otworzono po raz kolejny i już jej nie otworzą w najbliższym czasie. Chyba z rozczarowania coś mnie zaćmiło i zaczęłam inne studia podyplomowe mające aż 3 semestry. – przygotowanie pedagogiczne dla psychologów. Mam takie marzenie, by być kiedyś dodatkowo wykładowcą czy nauczycielem w szkole medycznej, pedagogicznej czy psychologicznej. Studia, które wybrałam mają status normalnej podyplomówki i dają uprawnienia pedagogiczne, ale mają formę elearningową. Niema zjazdów, tylko jest czytanie udostępnianych materiałów oraz testy cząstkowe, czytanie, testy, czaytanie, testy… Może i wygodne ale niestety nudne. No i czeka mnie egzamin na zaliczenie semestru. Zatem w tym roku chce zakończyć semest pierwszy, zacząć drugi i być na bięrząco z materiałem. Na razie mam ogromne zaległości, zatem czeka mnie dużo pracy 😛
Jednak nadal marzy mi się dokształcanie z psychoonkologii. Nie wiem czy w październiku nie zdecyduję się na psychoonkologię na uniwersytecie Jaggielońskim w Krakowie. Tam jest inna kadra i mogą mieć inne podejście niż na SWPS. Czytałam tematy wykładów i są inne niż te które przerabiałam na swojej podyplomówce. Warto rozszerzać horyzonty, jednak zjazdy byłyby w Krakowie – zatem czas i bardzo duże koszty… Jak to wszystko pogodzić…
Dlaczego chcę zaistnieć w Internecie? Bo chcę i mogę spróbować 🙂 I uważam, że to co robię (i nie tylko ja – inne osoby zajmujące się tym samym, także całym sercem wspieram) jest ważne i na takie treści też jest miejsce. Nie zarobię w Internecie – bo niby kto ma mnie „sponsorować”? Jedynie na czym mogę „zarobić” dzięki Internetowi, to klienci w gabinecie, którzy dowiedzieli się o mnie przez Internet. A to, nie oszukujmy się, nie będą żadne kokosy, więc to wszysto nie jest dla „hajsu”.
Mam to szczęście, że odnalazłam swoją życiową pasję, która może być jednocześnie moją pracą. (Jednak odkryłam ją dopiero w wieku 34 lat i od tego momentu zaczełam wszystko praktycznie od nowa – prawie od zera, więc nie jest to wszystko takie słodkie i proste.)

c) W zeszłym roku zrobiłam też dwa obszerne szkolenia: z Interwencji kryzysowej w sytuacji śmierci dziecka oraz z zakresu Prowadzenia grup wsparcia. Oba szkolenia orgaznizowane były przez Fundację Rozwoju i Promocji Psychoterapii w Zabrzu. Uczestniczyłam też w wielu świetnych warsztatach organizowanych głównie przy okazji różnych konferencji. Tak, to był udany rok jeśli chodzi o dokształcanie się 🙂

Uff.. Wpis zrobił się już za długi, choć i tak nikt pewnie tego nie czytał. Jednak musiałam go napisać dla siebie, żeby mieć motywację i siłę do działania. Kolejna cześć podsumowania wkrótce (będzie ze zdjeciami więc może trochę mniej nudna :P).

Postanowienia na 2020

To już drugi raz kiedy piszę tu postanowienia. Czyli przynajmniej postanowienie pisania bloga zostało wykonane. 🙂 Warto by też „rozliczyć się” z innych danych sobie obietnic, ale to już temat na podsumowanie 2019 roku, nad którym pracuję.

Dziś chcę napisać o planach. Zdaję sobie sprawę, że nie za bardzo Was to interesuje, ale robię to dla siebie, bo publiczna deklaracja jest dla mnie dużo bardziej motywująca niż pisanie do szuflady.


Jakie mam plany na ten rok? Oczywiście ambitne 😉

1. Największa i mam nadzieję pozytywna zmiana i największe jak dotąd wyzwanie zawodowe.

Już od stycznia rozpoczynam współpracę z Centrum Medycznym Ginemedica we Wrocławiu. Filia w której będę pracowała znajduje się na Krawieckiej 1 (Plac Dominikański) w budynku Justin Center. Będę tam dostępna dla Was aż 5 razy w tygodniu!
Na wizytę można się zapisać telefonicznie i przez stronę Centrum, a dokładniej przez rejestrację online i zakładkę: onkologia lub psychoterapia.
Jestem bardzo szczęśliwa, podekscytowana, ale i nieco zestresowana zarazem.

2. Chiałabym nadal mieć swoją własną praktykę. Gabinet na razie wynajmowany, ale klimatyczny i kto wie co przyniesie przyszłość. Mam nadzieję, że gabinet pozostanie i będzie się rozwijać.
Można mnie tam spotkać w czwartki popołudniu, a zapisać się można mailowo: mamapsychoonkolog@gmail.com lub przez mój profil na portalu ZnanyLekarz,pl.
Osoby z Wrocławia mogą też zamówić wizytę do domu, jeśli wymaga tego sytuacja.
Osoby spoza Wrocławia lub mające problem z wyjściem z domu zapraszam do odbywania sesji przez Internet. Wiem, że ciężko się przekonać do tego typu terapii, ale warto spóbować. Dziwne wrażenie jest tylko na początku. 🙂
Zapraszam do kontaktu mailowego mamapsychoonkolog@gmail.com, chętnie odpowiadam na wszystkie pytania 🙂

3. Wypada w końcu skończyć Akademię Coachingu Kryzysowego. Tu muszę przyznać, że jestem w czarnej ……, bo mam tylko jeszcze trzy miesiące na ukończenie akademii, a nauki mam baaardzo dużo. Do tego jeszcze część praktyczna… Powinnam od teraz tonąć w książkach i materiałach edukacyjnych i nic innego nie robić.

4. Jak szaleć to szaleć. Po co robić jedną szkołę jak można dwie? Nie wiem co mi strzeliło do głowy, by brać na siebie kolejne zobowiązanie. No ale skoro powiedziałam A należy powiedzieć też i B. Chcę zatem zaliczyć z dobrymi ocenami pierwszy semestr moich kolejnych studiów podyplomowych: przygotowanie pedagogiczne dla psychologów oraz oczywiście zacząć kolejny semestr i być na bierząco z materiałem. Na razie mam duże zaległości. Zrobiłam eksperyment i robię studia online. Zaliczenia i praktyki są oczywiście normalnie, tylko nie ma zjazdów, a materiał jest na platformie e-learningowej. Można go przeglądać w dogodnym czasie, czyli nigdy, bo czasu zawsze brakuje. No, ale w końcu zrobię to. Chcę zdobyć uprawnia pedagogiczne, bo marzy mi się w przyszłości łączyć praktykę z przekazywaniem wiedzy i doświadczenia dalej.

5. Mam ogromną nadzieję nadal prowadzić i udoskonalać blog mamapsychoonkolog. Może w tym roku uda się jakoś go w końcu ożywić. Do tej pory nie bardzo to się udało. Ewidentnie coś robię źle i mam nadzieję, że w tym roku odkryję co i to naprawię 🙂

6. Cały czas chcę prowadzić stronę na Facebooku. To aktualnie najbardziej odwiedzane miejsce jakie udało mi się storzyć. Mam nadzieję, że przyszły rok będzie równie dobry jak ten. Wierzę, że dołączy drugie tyle osób, co jest teraz i strona będzie „tętnić życiem” 🙂 Jest dobrze i oby tak dalej.

7. Mam nadzieję wziąć udział w kilku ciekawych projektach czy nawiazać wartościowe współprace. Mam już kilka pomysłów w głowie. Najbardziej nie mogę doczekać się spotkania i wspólnego działania z Sylwią z kanału „Na chemii”, a teraz też i strony nachemii.pl. Uwielbiam ją oglądać i jestem bardzo podekscytowana, że może uda się ją poznać i zrobić coś razem.

8. Może uda mi się choć ruszyć mój Instagram i co tam jeszcze trzeba… Twitter? Linkedin? Ciągle jestem kilka kroków za „trendami”. Ledwo co opanowałam Facebooka, a tu już trzeba działać gdzieś indziej… Ech…
No nie zrobię kariery w Internecie 🙂
Tak, mam dystans do swojego zawodu i siebie. 🙂

9. Chciałabym rozkręcić raczkujący kanał na YouTubie. Najtrudniej było mi się przełamać, ale w końcu się udało. Oczywiście w filmach najważniejsza jest treść. Mam w planie przygotować wiele filmów na ważne tematy, mam nadzieję o ciekawej treści i które będzie się w miarę przyjemnie ogładało. Myślę, że filmy i YouTube, to dobry sposób, by dotrzeć z ciągle jeszcze nieznanym tematem psychoonkologii do jak największej ilości osób. Wiele osób po prostu nie wie, że może uzyskać pomoc i wsparcie.

10. Oczywiście także w tym roku planuję pojechać na jakieś ciekawe konferencje. Mam już swoje ulubione i mam nadzieję, że pojawię się tam także na tegorocznej edycji.

11. Planuję także dokształcać się na kursach, szkoleniach i warsztatach. Mam już swoje ulubione miejsca/wykładowców więc zobaczymy co przyniesie ten rok. Oczywiście nie zamykam się na to co już znam.

12. Mimo kilku prób, w zeszłym roku nie udało mi się otworzyć i prowadzić grupy wsparcia. Może w tym się uda? Przynajmniej spróbuję ponownie.

13. Mój regał ugina się pod mnóstwem bardzo ciekawych książek, których jeszcze nie zdążyłam przeczytać. Nowe przybywają szybciej niż, czytam te, które już mam. Muszę zrobić sobie ksiażkowe wyzwanie np.
„Minimum 20 książek na 2020 rok”, bo inaczej nigdy się z tego nie wygrzebię.

14. Podszkolić angielski. Ten punk wymaga jeszcze doprecyzowania, bo inaczej będzie tylko sloganem, bez szans na realizację. Na pewno zdecyduję się na jakiś kurs online, bo na szkołę stacjonarną, przez brak czasu nie mam szans.

Jak patrzę na plany, to już widzę dwa słabe punkty czy też ograniczone zasoby: czas i energia. O pieniądzch to już nawet nie wspominam. No dobra zatem mam 3 słabe ogniwa. Co z tym zrobić…

A gdzie jeszcze zmieścić plany i postanowienia z życia prywatnego? A tych też jest sporo – co najmniej tyle samo co tych zawodowych… Ech…

Na Nowy Rok życzę sobie zatem: zdrowia, energii, dobrej organizacji, wytrwałości, miłości, pieniędzy i żeby czekolada nie tuczyła 😛

A Wam życzę zdrowia, spełnienia marzeń i realizacji Waszych noworocznych planów 🙂

Śmierć, której można uniknąć..

W pewną zimną noc, 9 lat temu, daleko od domu, choć blisko żony, na łóżku szpitalnym oddziału intensynej terapii zmarł mój tato.

Mój rodzic, mentor i przyjaciel. Miał tylko 59 lat.
Nigdy nie zobaczył swojej cudownej wnuczki, a wiem, że byłby w niej zakochany po uszy. Nie poprowadzi mnie też do ślubu…

9 lat temu miałyśmy z mamą potwornie puste i głuche święta, choć otoczone byłyśmy przyjaciółmi… To uczucie wyrwy w sercu i samotnosci w tłumie zna chyba każdy, kto stracił bliską osobę…

Była to śmierć poprzedzona cierpieniem i ciężką dwuletnią pełnoobjawową chorobą. Była to też śmierć, której dało się uniknąć, bo choć objawy były niespecyficzne, chorobę można było wykryć w badaniach, których mój tato, jako meżczyzna unikajacy lekarzy, nigdy nie zrobił. Wykrytą chorobę, można było zatrzymać. Rozmawiałam z nim o tym – żałował…

Chemochromatoza, choroba o której prawdopodobnie nikt z Was nie słyszał, a która „jest jedną z najczęstszych chorób uwarunkowanych genetycznie u ludzi rasy białej. Przyjmuje się, że częstość nosicielstwa nieprawidłowego genu HFE dotyczy 1 osoby na 10 mieszkańców Europy.”
https://www.mp.pl/pacjent/gastrologia/choroby/watroba/50964,hemochromatoza

Wiedzieliście o tym?
Kiedy ostatnio badaliście funkcjonowanie wątrochy? Z dużym prawdopodobieństwem, ktoś z waszej rodziny lub ktoś z waszych przyjaciół na nią choruje…

Kochani spójrzmy prawdzie prosto w oczy. Nie szanujemy zdrowia, które mamy i nie dbamy o nie tak jak powinniśmy. Każda chora osoba wie, że nie ma nic cenniejszego niż zdrowie, jednak każda zdrowa czy jeszcze niezdiagnozowana osoba jest na to głucha i myśli, że nieszcześcia dotyczą innch… Wypieramy, bagatelizujemy, odkładamy… Przez strach, lenistwo, skąpstwo? Doskonale wiem jakie to trudne i nie ważne czy z medycyną nie masz nic wspólnego, czy jesteś lekarzem, pielęgniarką lub psychologiem. Sama ostatnio omal nie zdezerterowałam przed tomografią głowy – ze strachu.
Nie ważne jaki jest powód dla którego się nie badamy, objadamy, palimy pieprosy czy pijemy w nadmiarze alkohol. Szkodzimy sami sobie i naszym bliskim, bo nie jesteśmy samotnymi wyspami. Nie żyjemy tylko dla siebie. Jesteśmy odpowiedzialni za tych z którymi żyjemy i których kochamy, a im z nami poważnie chorymi lub bez nas, będzie bardzo ciężo.

Otóż choroby to nie tylko sensacje z internetu czy sąsiedzkich plotek. One dotyczą Ciebie, mnie, Twoich i moich bliskich. Tak, prędzej czy później Ty lub jakaś bliska Ci osoba, usłyszy/zobaczy złą diagnozę lub umrze niespodziewanie…

Badajcie się proszę, bo czasu nie cofniecie, a uwierzcie mi, że praktycznie wszyscy poważnie chorzy z którymi pracuję, żałują, że nie przebadali się wcześniej. Jest to żal bardzo bolesny, bo bezradność i utrata nadziei płączone są z poczuciem winy i wstydem, że zawiedli nie tylko siebie, ale i bliskich…

Choroba to często nie zły los czy złe geny, to przeważnie zły sposób życia…