Wasze Pytania. Cz.1

Wróciłam wczoraj z fantastycznego weekendu z jogą. Niestety dziś rano wstałam czując sie fatalnie. Nie wiem czy się przeziębiłam, czy mam atak utoimmunologicznej choroby, czy może podczas weekendu z jogą i medytacją pootwierały się jakieś pozamykane „przegródki” w mojej podświadomości? Może zanim to wszystko poukładam, somatyzuję zmianę złym samopoczuciem? (Często po terapii czy superwizji czułam się źle odreagowując cieleśnie jakieś ważne czy trudne odkrycia.) Też tak macie, że „stres” natychmiast wypływa przez wasze ciało?No nic, zobaczymy co to będzie tym razem… Natchnęło mnie to jednak, by znów wrócić bardziej do „tu i teraz” i poobserwować ciało oraz przepływające przez mój umysł myśli. A wiele myśli dotyczy tego bloga i rzeczy, których się uczę czy dowiaduję i chcę Wam przekazać, bo uważam, że są wartościowe. Czas to spisać i podzielić się z Wami, bo za dużo rzeczy kłebi mi się w głowie…. (Oglądaliście genialny skecz „Czym się różni mózg kobiety od mózgu mężczyzny?” Mój mózg robi właśnie takie niesustane bzzzzz. 😉
Jednak nie moje neuronalne spięcia i przemyślenia mają być tu najważniejsze…

Tak jak pisałam w poprzednim artykule, chciałabym zacząc tworzyć wpisy zgodnie z tym co Was interesuje. Dlatego, jeśli macie jakieś pytania czy zagadnienia, które chcielibyście omówić albo tematy warte dyskusji, to napiszcie o tym w komentarzu lub w formularzu kontaktowym albo piszcie na maila: mamapsychoonkolog@gmail.com. Chciałabym z tego potem stworzyć wpisy (choć i tak zapewne najpierw Wam odpiszę mailowo) – zachowując anonimowość lub pisząc ogólnie, tak by zagadnienie było pozbawione Waszego osobistego kontekstu. Jeśli jednak macie pytanie czy problem i potrzebujecie wsparcia, ale nie chcecie by było to upublicznione, to oczywiście też piszcie, a ja odpowiem Wam mailowo bez umieszczania tego zagadnienia na blogu.

Zapraszam Was do pisania 🙂

Nadchodzą zmiany. Wasze sprawy na pierwszym miejscu.

Wczoraj byłam na wyjątkowo inspirującym szkoleniu. (Napiszę o tym wkrótce, bo jest o czym pisać.) Było to jednak trudne doświaczenie, bo wiedza tam zdobyta pokazała mi, jak wiele rzeczy robię źle i jak wiele mam jeszcze do zrobienia. No nic. Teraz parę kroków w tył i zmienię kierunek. Mam nadzieję, że na lepszy.

Na szkoleniu dużo rozmawialiśmy o marce osobistej i o tym, że coś ma wartość nie obiektywnie, ale na zasadzie subiektywnej opinii odbiorców i że najlepiej przyjmowane są rzeczy zgodne z oczekiwaniami i w pewien sposób typowe. Niby oczywiste, a jednak dla mnie to było olśnienie. Zmusiło mnie to do refleksji: jak pogodzić bycie sobą z byciem „typowym psychologiem” – kimś kto wzbudza zaufanie i z kim chce się pracować?Mamy pewne modele lekarzy, prawników, nauczycieli, artystów, policjantów no i także psychologów. Tylko, że ja właściwie nie wiem jaki powinien być „typowy psycholog” z punktu widzenia klienta/pacjenta. Domyślam się jednak, że moje typowe cechy – trampki, nieco rozczochrana fyzura i raczej luźny styl bycia nie jest tym czymś, co czyni mnie „typowym psychologiem”. Czy też psychologiem godnym zaufania.

Zatem pierwsza prośba do Was. Puście proszę taki strumień świadomości. Niech popłyną przez Was myśli, bez ocen i prób znalezienia „prawidłowych odpowiedzi”, bo takich nie ma. Jak miałby wyglądać i zachowywać się psycholog, do którego chcielibyście pójść? No i oczywiście nasuwają się kolejne pytania. Czy chodzicie do psychologów? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Jak wyglądał i zachowywał się psycholog, którego polecacie? Co Wam się podobało, a co nie podczas Waszej wizyty u psychologa? Albo jeśli nigdy nie byliście, to w jakiej sytuacji skorzystalibyście z wizyty u terapeuty? Bardzo proszę Was o komentarze i podpowiedzi.

To otwiera też kolejny temat – konieczne zmiany na blogu.
Gdy myślę o tym co piszę (pomijając wygląd bloga i milion błędów, które robię) to treści wydają mi się całkiem ciekawe. I tu uwaga! Myśląc „ciekawe treści” mam na myśli dodatkowo ok 30 postów, które zaczęłam pisać i do których coś co jakiś czas dopisuję, zmieniam i poprawiam, a które się jeszcze nie ukazały, bo nie są skończone i nie wiadomo kiedy będą! A dla mnie one istnieją i w mojej wyobraźni Wy je widzicie i czytacie! Jak mogłam się złapapać w tak oczywisty błąd myślenia? Nie wiem.
Kolejna kwestia. Piszę sobie blog… no fajnie, bo mam coś w głowie, wylewam to, dzielę się z Wami i mi lepiej. Jasne, ciekawiej by było gdyby blog żył i toczyły się dyskusje, ale i tak czuję pewną ulgę, że to co we mnie siedzi wyrzucam i dzielę się z Wami. (Znów wyobraźnia, bo wiekszość moim zdaniem ciekawych wpisów jest jeszcze nieopublikowana, więc większością się jeszcze tym nie dzielę. :P) Ale tak właściwie… Kogo obchodzi co ja sobie myślę???? Zdałam sobie sprawę, z tego jak bardzo się mylę w swoim sposobie myślenia, gdy opublikowałam artykuł z filmami, które dla mnie były niesamowicie ważne i odkrywcze i byłam przekonana, że absolutnie każdy kto ma cokolwiek wspólnego z nowotworami powienien te filmy obejrzeć. I co się stało? Prawie nikt ich nie obejrzał (widziałam to w statystykach). Wtedy mnie olśniło, że jednak mam bardzo nietypowe zainteresowania. I nikt niczego nie powienien. 😛 Oczywiście zdawałam sobie z tego sprawę na poziomie umysłu, ale jednak gdzieś w środku miałam nierealne oczekiwania.
Piszę sobie artykuły i może czasem coś komuś się spodoba, coś kogoś zainspiruje, ale bądzmy szczerzy – to powinna być przestrzeń głównie dla Was. Należy zatem coś z tym zrobić. Wymyśliłam, że teraz co miesiąc będę pytała Was o Wasze sprawy. (W miedzyczasie, kilka razy w miesiącu będą ukazywały się wpisy z odpowiedziami na Wasze pytania czy nawiązujące do poruszonego przez Was zagadnienia.) Będę Was prosiła byście napisali czy macie jakieś pytania? Jakiś problem, który mogłabym Wam lub komuś z Waszych znajomych pomóc rozwiązać? Po to przecież jest ten blog i formularz kontaktowy. Fakt, czasem ktoś do mnie pisze maila i wtedy mu odpisuję, starając się pomóc jak najlepiej potrafię, ale chciałabym móc to opisywać tu – we wpisać (tak to zredaguje, że wszystko będzie anonimowe i ogólne.) Myślę, że to ważne, bo może ktoś będzie miał podobny problem i tu znajdzie odpowiedz lub choćby inspiracje? Oczywiście moje wypowiedzi czy porady to zupełnie coś innego niż relacja jaką ma psycholog z klientem i w dodatku to będzie tylko moje subiektywne zdanie (dokładniej psychologia i psychoonkologia przefiltrowana przez moje osobiste filtry), a nie uniwersalna psychologiczna prawda (o ile taka istnieje), ale i tak może komuś się to przyda?

Co o tym myślicie?

Popracuję też nad błędami i wyglądem bloga oraz nad tym by treści nie tkwiły w nieskończoność jako „szkice|, tylko się pojawiały widoczne i to regularnie. Marzę też o dyskusjach i Waszych inspiracjach. Mam nadzieję, że dzięki Wam i mojej intensywniejszej i staranniejszej pracy, blog wkroczy na dużo wyższy poziom i pod koniec roku będzie z czego być dumnym. 🙂

Czekam zatem na Wasze komentarze. 🙂 Na razie o tym co sądzicie o psychologach i dlaczego to sądzicie 🙂

Nowi Wolontariusze poszukiwani :)

Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci poszukuje nowych wolontariuszy. Jeśli masz skończone 18 lat i ochotę zrobić coś dobrego dla chorych dzieciaków i dla siebie (bycie wolontariuszem rozwija i można poznać świetnych ludzi) to zapraszamy do Nas :). Spotkanie organizacyjno informacyjne (nie jest w żaden sposób zobowiązujące) odbędzie się 20.2.2019 o godzinie 18.00 w siedzibie Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci na ul. Nowowiejskiej 47/47a/49a.

Mam nadzieję, że do zobaczenia 🙂

P.S. Jeśli masz ochotę zobaczyć kilka wydarzeń, w których brałam udział w ostatnich miesiącach zapraszam tu: #Wrocławskie Hospicjum dla Dzieci.

Dziewczyna, która miała misję i ją wypełniła…

Gdy dowiadujemy się, że zachorowaliśmy na nowotwór lub inną poważną chorobę, prędzej czy później zaczynamy do siebie dopuszczać możliwość, że jednak umrzemy. (Tak jakbyśmy przed zachorowaniem byli nieśmiertelni i po wyzdrowieniu, też wrócimy do tej nieśmiertelności). Zadajemy sobie wtedy pytania: Czy istnieje życie po śmierci? Jak wygląda życie po śmierci? Co mnie tam spotka? To oczywiście jak najbardziej ciekawe zagadnienia. Myślę jednak, że jest jedno pytanie pilniejsze. Czy mam życie przed śmiercią? Czy żyję tu i teraz? Czy tylko czekam na śmierć lub wyzdrowienie i dopiero wtedy zacznę żyć – szczęśliwym życiem wiecznym lub nowym życiem doczesnym, oczywiscie lepszym niż kiedykolwiek. (Bo zwykle mamy plany na życie „za magiczną granicą”: czego to ja nie zrobię jak tylko schudnę/ dostanę awans/ wyprowadzę się z mieszkania do domu z ogródkiem/ będę miała dziecko/ wyzdrowieję…) A czy szanujemy to co mamy teraz?

Gdy nagle zachorujemy odczuwamy niesamowity żal, że straciliśmy nasze dawne życie. Nagle doceniamy naszą dobrą starą prozę życia, na którą tak bardzo jeszcze niedawno narzekaliśmy (oczywiście często nie pamiętamy, że narzekaliśmy) i najczęściej jedynie czego chcemy, to tego by wrócić do tego co było. Jak to podsumowuje przysłowie: „Docenia się wodę dopiero gdy studnia jest sucha”. Ale warto pamiętać, że my już nie wrócimy do starego życia. Nawet jeśli wyzdrowiejemy, to będziemy „nowi my”, w nowej rzeczywistości. I dobrze. Jeszcze lepiej jeśli „nowi my” będziemy „mądrzejsi” i nauczymy się tworzyć „lepszą” rzeczywistość. Cudownie jeśli doznamy czegoś co psychologowie nazywają „wzrostem potraumatycznym”. (Doznamy czy raczej musimy to wypracować?)

Dzieciom mówimy: dosteniesz deser dopiero jak zjesz obiad. Ale sami to już nie bardzo… Nie będę jadł brukselki, bo jest niedobra, zamknę oczy, udam, że mnie nie ma i poczekam na wielki kawał czekoladowego tortu. Bo inni to muszą brać to co im przyniesie los, ale ja… Mi się należy lepsze traktowanie…

Codziennie kilkanaście osób dowiadouje się, że ma nowotwór. Czy kiedykolwiek położyliśmy się wieczorem z myślą: czym sobie zasłużyłam/łem na to, że dziś kładę się spać zdrowa/y? Raczej nie. Ale jak tylko znajdziemy się po drugiej stronie, to zalewa nas żal do nas samych, albo jeszcze gorzej – do całego świata. Jak to mogło nas spotkać? Jakby ten żal dawał nam coś pożytecznego. Daje nam jedynie osłonę przed konfrontacją z faktami, które mówią jasno, że życie nie zawsze idzie tak jak to sobie zaplanowaliśmy, a my jesteśmy istotami ulotnymi. Przed zachorowaniem tak było, jest tak w trakcie choroby i po wyzdrowieniu nadal tak będzie.

Zatem jeśli jesteśmy chorzy to co dalej? Nie chcę tu podejmować dyskusji czy w obliczu poważnej choroby długość życia czy jego jakość ma większe znaczenie, bo to każdy już musi ocenić indywidualnie. Oczywiście cudownie byłoby mieć długie i spełnione życie, ale nie zawsze jest to możliwe. Myślę, że warto się jednak postarać lub przynajmniej zastanowić się, co możemy zrobić tu i teraz, w okolicznościach w jakich jesteśmy, by nasze życie było dłuższe i pełniejsze…

Daruję tu sobie i Wam pisanie truizmów typu nie pal, nie pij alkoholu, jedz zdrowo, badaj się i ciesz się życiem… O tym już pisałam i jako nudziara, pewnie jeszcze będę pisać i w dodatku to tak oczywiste, że aż jest obraźliwe powtarzanie tego w nieskończoność. Chciałbym natomiast przedstawić Wam młodą kobietę, która już jako mała dziewczynka poczuła, że ma misję i mimo przeciwności losu, w swoim krótkim życiu, dała radę ją zrealizować. Pomogła wielu osobom docenić to co mają. Wiele osób zmotywowała i zainspirowała do refleksji i zmian w sposobie myślenia i funkcjonowania. Niestety już nie żyje… Umarła w chwili gdy dostała szansę by wyzdrowieć. Zmarła tydzień po długo wyczekiwanym przeszczepie płuc. Niesprawiedliwość? Zwyczajne życie. Tak często jest, że „wybrańcy bogów umierają wcześnie”. Jednak jej misja nie umarła wraz z jej ciałem. Jej kanał na YouTubie pozostał i nadal pojawiają się na nim nowe materiały. Warto więc co jakiś czas, choćby kilku osobom przypominać o tym kim była i co robiła…

Z niemałym wzruszeniem, przedstawiam Wam przesympatyczną Claire Wineland.

Polecam zacząć od filmu Poznaj Claire, poszukiwanie piękna w smutku.

Potem warto zajrzeć na kanał Claire Wineland na YouTube i obejrzeć wszystkie jej filmy 🙂 Dużo motywacji, inspiracji i ukojenia.

Życzę wam miłego oglądania i wielu dobrych przemyśleń 🙂

P.S. Post został zainspirowany: postawą Therapeutic Mama, która olśniła mnie, że warto być prawdziwym, a nie tylko poprawnym politycznie; ksiażką „Przebudzenie”; ideą mindfulness; holistycznym podejściem do leczenia i wieloma innymi rzeczami, o których już napisałam lub napiszę predzej czy później. 😉

HEAL. Samoleczenie. Film dokumentalny.

Wczoraj przypadkiem (niektórzy twierdzą, że nie ma przypadków 😉 znalazłam na Netflixie film dokumentalny HEAL. Jestem dość sceptycznie nastawiona do tego typu filmów i gdy zaczełam go ogłądać pomyślałam, że to nic innego jak kolejny „Sekret”. (Pewnie wielu z Was też pamięta film i książkę „Sekret”, które robiły karierę lata temu). Na szczęście HEAL jest moim zdaniem bardziej wyważony i przedstawia różne perspektywy, bez nadmiernego „huraoptymizmu”. Choć optymistyczny niewątpliwie jest.

Film ma na celu przybliżyć nam ideę holistycznego podjeścia do procesu leczenia. Ogólnie, z tą ideą jak najbardziej się zgadzam. Holistyczne czy też integralne podejście do medycyny uważam za najbardziej optymalną drogę. (W przygotowaniu mam sporo wpisów na ten temat.) Oczywiście nie miałabym odwagi powiedzieć, że integralne podejście zapewnia wyzdrowienie (zwłaszcza ze stwardnienia rozsianego czy nowotworu z odelgłymi przerzutami), ale takie przypadki niewątpliwie się zdarzają. Oczywiście zdarzają się też przypadki (choć ja osobiście ich nie znam) osób wyleczonych tylko medycyną niekonwencjonalną, tylko dietą, tylko magicznym rytuałem czy też uleczone wyłącznie przez wiarę i modlitwę. Znam za to sporo osób wyleczonych tylko dzięki medycynie konwencjonalnej. Jednak z moich obserwacji wynika, że najlepsze rezultaty daje podejście całościowe i praca nad zdrowieniem w wielu obszarach jednocześnie. Moim zdaniem holistyczne podejście do zdrowienia/chorowania nie daje oczywiście gwarancji sukcesu, ale w bardzo wielu przypadkach może znacznie przedłuzyć życie i co najważniejsze poprawić jego jakość. Osoby, które podczas choroby podjęły pracę nad swoją psychiką i rozwojem duchowym, nawet jeśli zbliżają się do kresu życia, deklarują mniejszy lęk i większą gotowość. Bliscy takich osób mając poczucie, że chory odszedł pogodzony, lepiej znoszą żałobę.

Właśnie to najbardziej spodobało mi się w tym filmie – zwrócenie uwagi na to, jak ważna jest praca nad szeroko pojętym stresem. Jak ważne jest skontaktowanie się z emocjami i wydarzeniami z przeszłości oraz ich przerobienie. Jak duże znaczenie ma to co o sobie myślimy i jak postrzegamy naszą sytuację. Badania naukowe i zwykłe obserwcje pokazują, że stres jest podstawą ogromnej ilości chorób przewlekłych, których mamy coraz więcej. Warto przypomnieć, że becnie także nowotwory klasyfikuje się jako choroby przewlekłe, przynajmniej na zachodzie. Jest też powszechnie znany efekt placebo i nocebo, które są dowodami, że jednak ciało jest w sporym stopniu zależne od umysłu.

Sama zmagam się z chorobą autoimmunologiczną i wiedząc to wszystko, jeszcze intensywniej pracuję nad swoim umysłem i duchem. Dieta (tu nadal mam dużo wątpliwości), joga, relaksacja i układanie sobie bałaganu w głowie oraz w otaczającej mnie przestrzeni naprawdę pomagają. Przynajmniej mi. 🙂

Większość niekonwencjonalnych metod przedstawionych w filmie już znałam. Wiążą się też one z innymi aspektami o których obecnie się ucze np. niektórymi psychologicznymi metodami terapeutycznymi. O niektórych rzeczach przedstawianych w filmie słyszałam pierwszy raz i wydały mi się dość dziwne, no ale widać jeszcze sporo nauki przede mną. Nie wszystko zresztą każdemu musi pasować i nie wszystko dla każdego musi mieć sens. Należy wybrać to, co nam pasuje i nam odpowiada, bo metoda to jedno, a wiara w nią to drugie i może nawet ważniejsze.

Słucham też obecnie audiobooka o medycynie holistycznej (oczywiście też o nim napiszę), mam też wspominaną w filmie ksiażkę „Biologia przekonań” – dostałam ją kiedyś w prezencie i czas ją przeczytać. Wszystko to zaczyna się układać w większy i dość sensowny obraz. Nie mam jednak zamiaru rezygnować z odkrywania świata klasycznej nauki i medycyny, bo uważam, że w wiekszości przypadków są one niezbędne w procesie leczenia.

Polecam film HEAL każdemu kto obecnie zmaga się z jakąś chorobą przewlekłą czyli np. nowotworową. Można go obejrzeć na Netflixie albo, jeśli któś nie ma tej platformy, to sporo fragmentów filmu oraz dużo dodatkowych materiałów (jeszcze się z nimi nie zapoznałam, ale mam zamiar, bo wydają się ciekawe) można znaleźć na kanale HEAL Documentary na YouTube.
Miłego oglądania i podzielcie się wrażeniami 🙂